Od dziecka uczy się nas, że życie to wysiłek, droga do sukcesu musi być ciężka, a wartość człowieka mierzy się tym, jak wiele osiągnie. Słyszymy o tym, że na wszystko musimy sobie zapracować, trzeba zacisnąć zęby i dawać z siebie wszystko. Mało kto mówi nam, że można żyć lekko.
Lekkość jest podejrzana. Jeśli coś przychodzi z łatwością to często odbieramy to jako mniej wartościowe. Jakby brak cierpienia odbierał sens osiągnięciu bo przecież musimy urobić się po pachy…
W efekcie pracujemy bardzo ciężko bo czujemy, że tylko wtedy możemy zasłużyć na uznanie. Uważamy, że najpierw musimy się zmęczyć, żeby zasłużyć na spokój, radość czy odpoczynek.
I nikt nas nie uczy jak:
- odpuszczać bez poczucia winy;
- wybierać to, co proste zamiast tego, co zrobi większe wrażenie;
- zaufać, że nie wszystko musi być walką;
- budować życie wokół dobrej energii,
- a nie harowania i wyczerpania;
- planować regenerację, zamiast padać
- na twarz z przeciążenia.
Tymczasem lekkość nie oznacza lenistwa ani braku ambicji. To raczej umiejętność poruszania się przez życie bez ciągłego oporu. To mądre wybory.
Problem w tym, że tego musimy się nauczyć same – często wbrew temu, co widziałyśmy i słyszałyśmy przez lata. I może właśnie na tym polega dorosłość: nie na tym, żeby pracować coraz ciężej, tylko w końcu zadać sobie pytanie: czy na pewno musi być aż tak trudno?
Bo lekkość nie oznacza, że życie staje się łatwe, problemy znikają, obowiązki wyparowują, a trudne emocje się nie pojawiają. Życie w lekkości nadal bywa wymagające. Różnica polega na świadomości ile z tego ciężaru naprawdę jest „życiem”, a ile dokładamy sobie same.
Bo oprócz realnych trudności często same sobie dokładamy:
- odpowiedzialności – „zrobię to sama, będzie szybciej”;
- perfekcjonizmu – „musi być idealnie, inaczej się nie liczy”;
- analizowania – „czy na pewno dobrze zrobiłam?”, „co sobie ktoś pomyśli?”;
- porównywania się – „inni ogarniają lepiej”.
To jest niewidoczny, ale bardzo wyczerpujący ciężar. Nawet bardziej wyczerpujący niż same rzeczy do zrobienia. Często to nie samo życie nas przytłacza, tylko to, że przejmujemy cudze obowiązki, dźwigamy emocje innych ludzi, próbujemy naprawiać wszystko wokół lub zgadzamy się na więcej, niż mamy na to zasoby.
Nie sprawię, że Twoje życie będzie lżejsze, ale doradzę Ci, byś zadała sobie takie pytania:
Czy uważasz, że masz prawo do odpoczynku dopiero, gdy na niego zasłużysz?
Czy starasz się być zawsze dostępną i pomocną dla każdego?
Czy masz poczucie winy gdy wybierasz siebie?
Czy bierzesz na siebie tak dużo bo próbujesz udowodnić swoją wartość tym, jak wiele ogarniasz?
A w konkretnej sytuacji, kiedy czujesz ciężar, zadaj sobie to jedno pytanie:
Czy to na pewno jest moje do niesienia?
Bo jeśli to nie jest Twoje to masz prawo to odłożyć. Bez tłumaczenia się. Bez poczucia winy.
Lekkość zaczyna się tam, gdzie kończy się nadodpowiedzialność.
Bo nie wszystko, co jesteś w stanie unieść jest Twoim obowiązkiem.
Wiem, że to trudne, ale przestań brać na siebie więcej niż naprawdę do Ciebie należy.

