Kobieta w swojej mocy:
- ufa swojej intuicji;
- zna swoje rytmy i granice;
- nie potrzebuje zewnętrznego pozwolenia;
- nie jest łatwo ją zawstydzić lub odłączyć od ciała;
- czuje, kiedy coś jest „nie dla niej” – i umie odpuścić.
Ona nie reaguje automatycznie. Ona jest połączona ze sobą. Ona najpierw czuje, potem wybiera i działa.
Nie da się jej kontrolować:
- strachem („co ludzie powiedzą”);
- poczuciem winy („powinnaś”);
- presją czasu („musisz teraz”);
- odcięciem od ciała („to tylko emocje”).
Kobieta w swojej mocy nie goni, więc nie da się jej poganiać, nie jest głodna akceptacji, więc nie da się jej kupić, zna swoją wartość, więc nie da się jej wmówić, że jest „za bardzo” albo „za mało”.
Skoro nie da się jej kontrolować to jest nieprzewidywalna. A przecież systemy kontroli nie znoszą nieprzewidywalności.
W patriarchalnym świecie kobieca moc to zagrożenie, bo:
- jest cykliczna, a nie liniowa;
- wypływa też z ciała, a nie tylko z umysłu;
- opiera się na intuicji, nie na hierarchii;
- nie potrzebuje zewnętrznego autorytetu.
A to zagraża systemom opartym na kontroli, stałej produktywności, dominacji i oderwaniu od natury.
Najłatwiej steruje się ludźmi, którzy nie ufają sobie, są odłączeni od ciała, boją się zatrzymać lub potrzebują zewnętrznej aprobaty.
Dlatego przez wieki próbowano osłabiać kobiecą moc. Zawstydzano ciało i seksualność. Oddalano kobiety od własnego ciała. Demonizowano emocje i intuicję („histeria”, „czary”). Karano kobiecą niezależność. Gloryfikowano poświęcenie zamiast suwerenności. Uczono kobiety, że ich zmienność to wada.
Patriarchalny świat nie boi się kobiet dlatego, że są słabe, ale dlatego, że są zbyt połączone ze źródłem – naturą, ciałem, cyklem, intuicją. Patriarchalny świat nie boi się kobiet dlatego, że są słabe, ale dlatego, że są zbyt połączone ze źródłem – naturą, ciałem, cyklem, intuicją.
Kobieta, która ufa swoim cyklom, słucha swojego wewnętrznego „nie” i nie oddaje decyzji na zewnątrz jest nie do włożenia w sztywne ramy. Taka kobieta jest nie do zatrzymania.
Odbierano nam moc ze strachu. Przestałyśmy ufać swojemu czuciu i oddałyśmy ster. Więc bałyśmy się własnej mocy, bałyśmy się sobie zaufać i siebie słuchać.
Ale to, co jest naszą najgłębszą kobiecą raną zbiorową, jest jednocześnie inspiracją do naszego przebudzenia. To nie jest „trend rozwojowy”, który za chwilę przeminie. I to nie jest żadna rewolucja na zewnątrz, więc żaden system tego nie zatrzyma. To jest nasz powrót – do naszego ciała, do słuchania naszego cyklu i ufania naszym emocjom.
My sobie wreszcie przypominamy, kim jesteśmy.
Wracaj do swojej mocy lekko, z przyjemnością i ekscytacją. W moim sklepie znajdziesz narzędzia rozwojowe, które Ci w tym pomogą :*
