Kategoria: Energia żeńska

  • Zamiast szukać kolejnej wersji siebie, szukaj siebie

    Zamiast szukać kolejnej wersji siebie, szukaj siebie

    Często czujemy się zmęczone życiem, a to nie życie jest takie ciężkie, tylko cel, który sobie obrałyśmy do realizacji nas wykańcza. Ten cel to my same – tylko lepsze. Nasze zmęczenie wtedy nie wynika z obowiązków, ale z ciągłego dążenia do tego, by stać się kimś innym.

    Mam lepiej wyglądać. Mam więcej zarabiać. Mam być bardziej spokojna. Mam być bardziej ambitna. Mam być bardziej niezależna. I najlepiej żebym jeszcze zawsze była pogodna i uśmiechnięta.

    Przestałyśmy patrzeć na siebie jak na człowieka, a zaczęłyśmy jak na projekt, który trzeba nieustannie ulepszać. Żyjemy w ciągłym poczuciu, że nam czegoś brakuje, że nadal coś musimy poprawić i że nasza obecna wersja nie jest jeszcze wystarczająca. Nic dziwnego, że czujemy się jak lista zadań do odhaczenia.

    Każda trudna emocja stała się blokadą. Każdy lęk stał się czymś do przepracowania. Każda słabość stała się dowodem, że trzeba jeszcze bardziej nad sobą pracować, jeszcze bardziej wyjść ze strefy komfortu.

    Kolejna książka. Kolejny kurs. Kolejna transformacja. Jakby prawdziwa wartość zawsze była gdzieś „po drugiej stronie”.

    Tymczasem duchowość polega na spotkaniu ze sobą, nie na wyścigu do lepszej wersji siebie. Nie wszystko wymaga naprawy. Niektóre rzeczy potrzebują tylko uwagi, czułości, akceptacji.

    Nie każda trudność musi zamienić się w rozwój. Nie każda słabość jest blokadą. Nie każda rana musi stać się lekcją. Nie każde doświadczenie musi prowadzić do transformacji. Czasem największym aktem uzdrowienia jest przestać traktować siebie jak problem do rozwiązania. Bo nie jesteś tutaj po to, żeby bez końca stawać się kimś innym. Jesteś tutaj po to, żeby wrócić do siebie.

    Energia żeńska nie rozkwita pod presją ciągłej naprawy, tylko gdy przestaje walczyć z własną naturą. A gdy tak ciągle czujemy presję pracy nad sobą, to przestajemy czuć siebie.

    Czasem Twoja dusza wcale nie woła o transformację, tylko o uwagę, odpoczynek, obecność lub zgodę na bycie. Dlatego tak ważne jest zrozumienie, że nie potrzebujesz kolejnej wersji siebie, tylko potrzebujesz wrócić do tej, którą jesteś naprawdę.

    Co jeśli największy przełom wydarzy się nie wtedy, gdy staniesz się lepsza, a wtedy, gdy przypomnisz sobie kim jesteś naprawdę?

  • Nie bądź silna, bądź autentyczna

    Nie bądź silna, bądź autentyczna

    Kiedy byłyśmy małe mówiono nam: nie płacz / ogarnij się / bądź twarda / dawaj radę. I tak nauczyłyśmy się, że musimy być silne. Tylko, że to bardzo często oznacza, że musimy ukrywać tę prawdziwą siebie.

    Kiedy staramy się być silne to często:

    • tłumimy emocje;
    • wszystko bierzemy na siebie;
    • nie umiemy prosić o pomoc;
    • działamy mimo zmęczenia;
    • uśmiechamy się, kiedy w środku się rozpadamy.

    Działając na takim automacie zapominamy na czym polega prawdziwa siła. Prawdziwa siła to nie zaciskanie zębów i zapominanie o sobie, tylko odwaga, by być sobą. Odwaga do mówienia „nie”, kiedy coś nam nie służy. Do odpoczywania bez poczucia winy. Do pokazywania swoich emocji. Do tego, by nie udawać idealnej. Do tego, by nie budować swojej wartości na byciu potrzebną wszystkim. Do bycia autentyczną.

    Bo nie musisz zasługiwać na miłość swoim poświęceniem. Nie musisz udowadniać jak wiele wytrzymasz. To nie siłą pokazujesz swoją wartość. Swoją wartość pokazujesz swoją prawdą. Swoją wrażliwością. Szacunkiem do siebie. Odwagą do wyrażania swojej prawdy.

    To właśnie kiedy przestajesz „grać silną” zaczynasz oddychać spokojniej, czuć więcej, wracać do siebie i budować prawdziwe relacje.

    I teraz pomyśl…

    Jeśli dziś nie musiałabyś być silna i mogła być autentyczna, to jaka byś była?

  • Silna, niezależna, ogarnięta i… kompletnie odcięta od siebie?

    Silna, niezależna, ogarnięta i… kompletnie odcięta od siebie?

    Nauczyłaś się radzić sobie sama. Nie zawodzić. Nie potrzebować za dużo. Nie zatrzymywać się.

    Masz wszystko poukładane. Pracę, obowiązki, cele. Wiesz, co trzeba zrobić, i po prostu to robisz, po kolei.

    Tylko, że gdzieś po drodze przestałaś sprawdzać, jak się z tym czujesz. Twoje życie działa. Ale Ty w nim… jak byś była tylko funkcją.

    Zawsze w działaniu. Zawsze w kontroli. Zawsze „ogarnięta”. I choć nie jest to widoczne (bo może bardzo się starasz, żeby nie było tego widać) to jest to cholernie męczące.

    Bycie silną stało się Twoim trybem domyślnym, a nie wyborem. Jeśli tak właśnie jest – powiedz temu STOP.

    Nie chodzi o to, żebyś przestała być silna, niezależna i ogarnięta, tylko o to, że nie musisz być taka cały czas.

    Jeśli funkcjonujesz wyłącznie na sile, prędzej czy później poczujesz wypalenie lub odcięcie od siebie. To się wydarzy nie dlatego, że jesteś „za słaba”, tylko dlatego, że zbyt rzadko używasz swojej jakości energetycznej.

    Możesz odpuścić. Możesz czuć. Możesz nie wiedzieć. To nie odbiera Ci siły. Co więcej, to uzupełnia Twoje jakości.

    Siła jest tam, gdzie ciśniesz – często wbrew sobie, często automatycznie, bez kontaktu ze sobą. A moc jest tam, gdzie jesteś. Gdzie czujesz swoje emocje i swoją prawdę, słuchasz siebie i stajesz za sobą. Gdzie pozwalasz sobie na bycie, zamiast ciągle robić.

    Pielęgnuj w sobie również energię żeńską, a nie tylko męską. Plakat „Twoja Pełnia” powstał po to, żeby pomóc Ci je rozróżniać i nimi zarządzać 🙂

    Zadbaj o siebie. A nie o to, żeby wszystko było zrobione.

  • Dlaczego pytasz innych, a nie zapytasz siebie?

    Dlaczego pytasz innych, a nie zapytasz siebie?

    Być może też dorastałaś w świecie, który – często bardzo subtelnie – uczył Cię, byś nie ufała sobie w pełni. Od najmłodszych lat słyszałaś, że masz być „grzeczna”, „nie przesadzać” lub „nie robić problemów”. I może z czasem ten przekaz zaczął działać w Tobie na głębszym poziomie…

    Pojawił się ten cichy głos… „A co jeśli się mylę?”. „Może ktoś wie lepiej?”. „Zapytam kogoś, żeby mieć pewność”. I tak wątpienie w siebie przerodziło się w nawyk.

    To wątpienie nie bierze się znikąd. To efekt wielu lat bycia poprawianą i porównywaną. Efekt kultury, która częściej nagradza kobiety za dostosowanie się niż za pewność siebie.

    Nic dziwnego, że pojawia się potrzeba upewniania się i to ciągłe pytanie: „Czy ja robię dobrze?”.

    Ale to nie jest tak, że Ty nie masz intuicji. Wręcz przeciwnie. Ona jest, tylko my często ją zagłuszamy. Chociaż czujemy i wiemy, co jest dla nas dobre, to i tak zanim podejmiemy decyzję filtrujemy ją przez opinie innych: partnera, rodziny, znajomych czy internetu.

    Szukamy gdzieś potwierdzenia, zamiast zaufać sobie. Problem w tym, że im częściej oddajemy decyzyjność na zewnątrz, tym trudniej potem słyszeć własny głos.

    Ale prawda jest taka, że Twoja intuicja nie potrzebuje aprobaty. Ty nie potrzebujesz aprobaty. Potrzebujesz jedynie zaufania samej sobie.

    Słuchanie siebie to proces. Na początku może być niekomfortowy, bo oznacza rezygnację z ciągłego szukania potwierdzenia i wzięcie odpowiedzialności za swoje decyzje. Ale z czasem pojawia się spokój i poczucie, że stoisz po swojej stronie.

    Bo pewność siebie nie polega na tym, że zawsze masz rację, tylko na tym, że potrafisz sobie zaufać – nawet wtedy, gdy nie masz żadnej gwarancji.

    Twój głos już w Tobie jest. Problemem nie jest jego brak, tylko brak zaufania do niego. Jak nad tym pracować?

    1.

    Zanim zapytasz innych zatrzymaj się i zadaj pytanie sobie: „Co ja o tym myślę?”. Zwróć uwagę na pierwszy impuls.

    2.

    Zauważaj, ile razy miałaś rację i doceniaj swoje trafne decyzje. To buduje zaufanie do siebie.

    3.

    Zmieniaj narrację w umyśle. Zamiast: „A co jeśli się mylę?”, spróbuj:„A co jeśli wiem, co robię, i mam rację?”.

    4.

    Zrozum, że brak pewności ≠ zła decyzja. Nie czekaj na 100% pewności, bo ona może nigdy nie nadejść. Możesz się bać i nadal podjąć dobrą decyzję.

    5.

    Ogranicz nadmiar opinii, bo gdy słyszysz dużo głosów z zewnątrz to ciszej słyszysz siebie. Jeśli potrzebujesz się kogoś poradzić to wybierz jedną lub dwie zaufane osoby.

    6.

    Trenuj swoją intuicję. Zacznij od małych decyzji. Nie konsultuj wszystkiego. Daj sobie przestrzeń na własne wybory.

    To nie jest tak, że inni wiedzą lepiej, tylko po prostu ich głos uznajesz za ważniejszy.

    Twoim zadaniem nie jest stać się bardziej pewną siebie z dnia na dzień, tylko zacząć częściej wybierać siebie, nawet jeśli towarzyszy temu niepewność.

    A do trenowania… polecam Ci szczególnie ten plakat:

  • Dźwigasz za dużo, bo właśnie tego Cię nauczono

    Dźwigasz za dużo, bo właśnie tego Cię nauczono

    Od dziecka uczy się nas, że życie to wysiłek, droga do sukcesu musi być ciężka, a wartość człowieka mierzy się tym, jak wiele osiągnie. Słyszymy o tym, że na wszystko musimy sobie zapracować, trzeba zacisnąć zęby i dawać z siebie wszystko. Mało kto mówi nam, że można żyć lekko.

    Lekkość jest podejrzana. Jeśli coś przychodzi z łatwością to często odbieramy to jako mniej wartościowe. Jakby brak cierpienia odbierał sens osiągnięciu bo przecież musimy urobić się po pachy…

    W efekcie pracujemy bardzo ciężko bo czujemy, że tylko wtedy możemy zasłużyć na uznanie. Uważamy, że najpierw musimy się zmęczyć, żeby zasłużyć na spokój, radość czy odpoczynek.

    I nikt nas nie uczy jak:

    • odpuszczać bez poczucia winy;
    • wybierać to, co proste zamiast tego, co zrobi większe wrażenie;
    • zaufać, że nie wszystko musi być walką;
    • budować życie wokół dobrej energii,
    • a nie harowania i wyczerpania;
    • planować regenerację, zamiast padać
    • na twarz z przeciążenia.

    Tymczasem lekkość nie oznacza lenistwa ani braku ambicji. To raczej umiejętność poruszania się przez życie bez ciągłego oporu. To mądre wybory.

    Problem w tym, że tego musimy się nauczyć same – często wbrew temu, co widziałyśmy i słyszałyśmy przez lata. I może właśnie na tym polega dorosłość: nie na tym, żeby pracować coraz ciężej, tylko w końcu zadać sobie pytanie: czy na pewno musi być aż tak trudno?

    Bo lekkość nie oznacza, że życie staje się łatwe, problemy znikają, obowiązki wyparowują, a trudne emocje się nie pojawiają. Życie w lekkości nadal bywa wymagające. Różnica polega na świadomości ile z tego ciężaru naprawdę jest „życiem”, a ile dokładamy sobie same.

    Bo oprócz realnych trudności często same sobie dokładamy:

    • odpowiedzialności – „zrobię to sama, będzie szybciej”;
    • perfekcjonizmu – „musi być idealnie, inaczej się nie liczy”;
    • analizowania – „czy na pewno dobrze zrobiłam?”, „co sobie ktoś pomyśli?”;
    • porównywania się – „inni ogarniają lepiej”.

    To jest niewidoczny, ale bardzo wyczerpujący ciężar. Nawet bardziej wyczerpujący niż same rzeczy do zrobienia. Często to nie samo życie nas przytłacza, tylko to, że przejmujemy cudze obowiązki, dźwigamy emocje innych ludzi, próbujemy naprawiać wszystko wokół lub zgadzamy się na więcej, niż mamy na to zasoby.

    Nie sprawię, że Twoje życie będzie lżejsze, ale doradzę Ci, byś zadała sobie takie pytania:

    Czy uważasz, że masz prawo do odpoczynku dopiero, gdy na niego zasłużysz?

    Czy starasz się być zawsze dostępną i pomocną dla każdego?

    Czy masz poczucie winy gdy wybierasz siebie?

    Czy bierzesz na siebie tak dużo bo próbujesz udowodnić swoją wartość tym, jak wiele ogarniasz?

    A w konkretnej sytuacji, kiedy czujesz ciężar, zadaj sobie to jedno pytanie:

    Czy to na pewno jest moje do niesienia?

    Bo jeśli to nie jest Twoje to masz prawo to odłożyć. Bez tłumaczenia się. Bez poczucia winy.

    Lekkość zaczyna się tam, gdzie kończy się nadodpowiedzialność.

    Bo nie wszystko, co jesteś w stanie unieść jest Twoim obowiązkiem.

    Wiem, że to trudne, ale przestań brać na siebie więcej niż naprawdę do Ciebie należy.

  • Intuicja czy ego? Serce czy dusza? Który głos do Ciebie mówi?

    Intuicja czy ego? Serce czy dusza? Który głos do Ciebie mówi?

    Ciągle słyszysz jakiś głos. Raz jest głośny i konkretny, a raz cichy i pojawia się na chwilę, po czym znika.

    Jeden zasiewa w Tobie wątpliwości, drugi daje absolutną pewność, choć tak naprawdę sama nie wiesz dlaczego. Jeden zachęca Cię do zrobienia czegoś, drugi do ucieczki od czegoś. Pomogę Ci zrozumieć ten wewnętrzny chór.

    Wszystkich głosów warto posłuchać, ale nie wszystkim warto dać się prowadzić. Podążając za sercem, intuicją i duszą możesz się rozwinąć. Natomiast słuchając ego możesz długo tkwić w miejscu. Podpowiem Ci na co zwracać uwagę za każdym razem, gdy chcesz rozróżnić wewnętrzne głosy.

    Ego

    Komunikuje:

    • musisz
    • uważaj
    • co ludzie powiedzą
    • nie dasz rady
    • to nie dla Ciebie

    Odczucie w ciele: napięcie (przyjemne lub nie)

    Emocja: lęk, pragnienie

    Efekt: niepokój, pociąg do czegoś

    Źródło: kontrola

    Serce

    Komunikuje:

    • chcę
    • lubię
    • to dla mnie dobre

    Odczucie w ciele: ciepło, spokój, poruszenie

    Emocja: radość

    Efekt: miękkość, obecność

    Źródło: miłość

    Intuicja

    Komunikuje:

    • coś, niewiadomo co, bez słów
    • to jak błysk, z nienacka
    • szepnie i znika

    Odczucie w ciele: poruszenie

    Emocja: pewność

    Efekt: jasność, soczystość

    Źródło: głębia

    Dusza

    Komunikuje:

    • ciszą
    • obecnością

    Odczucie w ciele: spokój, rozlane uczucie

    Emocja: zaufanie

    Efekt: spokój

    Źródło: jedność

    Ego spina. Serce rozluźnia. Intuicja porusza. Dusza uspokaja.

    Ego reaguje od razu, gdy czegoś nie chcesz. Serce reaguje od razu, gdy czegoś chcesz.

    Jeśli masz wątpliwości i nie wiesz który głos do Ciebie mówi polecam korzystać z moich dwóch sposobów.

    Sposób 1. Słuchanie ciała.

    Zadaj pytanie i sprawdź jak zareaguje Twoje ciało. Jeśli poczujesz spokój to oznacza, że mówi do Ciebie intuicja, dusza lub serce. Jeśli poczujesz ścisk lub napięcie to pewnie mówi do Ciebie ego.

    Sposób 2. Dialog wewnętrzny.

    Zadaj konkretne pytanie, np.: „co jest dla mnie teraz dobre?” albo „czy to jest strach czy intuicja?”. Poczekaj na odpowiedź. Pierwsza spokojna odpowiedź to zwykle odpowiedź z intuicji. A jeśli pojawia się natłok argumentów to najpewniej głos ego.

    Najważniejsze to wsłuchiwać się w siebie i sprawdzać: czy ten głos Cię kieruje ku spełnieniu, czy raczej by Cię ochronić przed ryzykiem lub zmianą?

    Jeśli w głowie pojawiają Ci się argumenty zadawaj im konkretne pytania – tak zrozumiesz czy obawy są uzasadnione czy też nie.

    Trenuj słuchanie swoich głosów. Słuchaj uważnie tych głosów i przyglądaj się swojemu ciału. Trening czyni mistrza 😉

  • Jesteś. I to wystarczy

    Jesteś. I to wystarczy

    Najgłębsza prawda o Tobie nie dotyczy tego, co osiągasz, tylko tego, że jesteś. Sam fakt Twojego istnienia jest pełny. Twoje istnienie to źródło.

    Zanim pojawią się cele i oczekiwania, Twoje życie już ma wartość.

    Powracaj jak najczęściej do tego źródła, w którym nie musisz na nic zasługiwać.

    Zanim pojawią się jakiekolwiek role, sukcesy czy porażki, już jesteś – kompletna i wystarczająca.

    Bycie oznacza powrót do tej pierwotnej obecności, w której nie musisz nic udowadniać i naprawiać.

    Gdy pamiętasz, że jesteś odzyskujesz spokój, wewnętrzną moc i kontakt ze sobą. Twoje działanie staje się wtedy naturalnym wyrazem Twojego stanu, a nie próbą zasłużenia na wartość.

    Pozwolenie sobie na bycie to zgoda na stan świadomego kontaktu ze sobą, ze swoim oddechem, ze swoją chwilą. To zgoda na istnienie w przestrzeni, w której nie gonisz za przyszłą wersją siebie, ale spotykasz tę, która jest „tu i teraz”. To właśnie z tego miejsca rodzi się Twoje najzdrowsze działanie – niewymuszone, autentyczne i spójne z Tobą.

    Kiedy naprawdę pozwalasz sobie być, napięcie słabnie. Nie dlatego, że wszystko jest idealnie, ale dlatego, że przestajesz warunkować swoją wartość wynikami.

    Uznaj, że jesteś – dokładnie w tej chwili, w tym stanie, na tym etapie. Bo Ty nie musisz najpierw stać się kimś, Ty już jesteś (kimś), i z tego miejsca wyrasta wszystko inne. Niech to będzie Twój fundament.

    Zamiast bazować na swoich osiągnięciach i na nich opierać swoją wartość, traktuj to, że jesteś jako swój fundament.

    Jeśli potrzebujesz przypomnienia o swoim fundamencie to ten plakat jest dla Ciebie:

    „W ciszy bycia odkrywasz, że niczego Ci nie brakuje”.

  • Płyniesz czy walczysz (z życiem)?

    Płyniesz czy walczysz (z życiem)?

    Przepływ jest naturalnym stanem życia. Wszystko w naturze jest w ruchu: oddech, krew, pory roku, przypływy i odpływy. Kiedy Twoja energia płynie masz klarowność decyzji i naturalną motywację. Czujesz się połączona z czymś większym niż Ty sama, masz poczucie większego sensu i jesteś twórcza.

    W przepływie działasz z wewnętrznego „tak”, nie z napięcia. Twoje myśli, emocje i działania są spójne. Nie ma wewnętrznego rozdarcia, nie zmuszasz się, nie udowadniasz.

    Jesteś w przepływie, gdy:

    • podejmujesz działania, nawet te bardzo małe;
    • budujesz systematyczne nawyki;
    • działasz pomimo strachu;
    • uczysz się na błędach i wyciągasz lekcje;
    • progres jest dla Ciebie ważniejszy od perfekcji;
    • podejmujesz decyzje pomimo wahań,
    • bo każda decyzja to ruch;
    • celebrujesz każdy, nawet mały, progres;
    • wzrastasz poprzez doświadczanie.

    Natomiast gdy walczysz z życiem Twoja energia zatrzymuje się. Wtedy nie idziesz z życiem, tylko jesteś w oporze wobec życia. Czujesz ciężar, brak inspiracji, powtarzalność schematów. Takie momenty traktuj jak sygnał, że coś wymaga Twojej uwagi. Ważne jest, byś nie trwała w takim stanie długo, ignorując wezwania do ruchu.

    Jesteś w walce, gdy:

    • chcesz być perfekcyjna i robisz coś dotąd, aż będzie idealnie;
    • czekasz z czymś na najlepszy moment;
    • wątpisz w siebie i kwestionujesz swoje decyzje;
    • nie podejmujesz działań ze względu
    • na strach;
    • prokrastynujesz, uciekasz od zadań,
    • odkładasz na później;
    • nadmiernie myślisz i analizujesz;
    • nie podejmujesz działań, by uniknąć potencjalnej porażki.

    W walce możesz być z różnych powodów. Może próbujesz tłumić jakieś emocje? Może boisz się zmiany? Może nie żyjesz w zgodzie ze sobą? Może jesteś przeciążona? Może po prostu za długo się wahasz.

    Sama walka nie jest czymś złym. Takie momenty też są potrzebne bo są dla Ciebie informacją. Problem jest wtedy, kiedy w takim stanie utkniesz. Bo gdy jesteś w przepływie to ufasz i jesteś gotowa na zmianę. A w walce często kurczowo trzymasz się tego, co znane.

    To nie znaczy, że masz być w nieustannej ekspansji. Czasem potrzebna jest cisza, integracja, odpoczynek – wtedy to też jest przepływ, tylko wolniejszy, spokojniejszy.

    Przepływ nie zawsze jest dynamiczny, czasem jest jak spokojna rzeka. To przecież spokojna woda odbija niebo jak lustro, i to przecież w ciszy często coś najszybciej dojrzewa. Problem pojawia się wtedy, gdy woda stoi w miejscu za długo.

    Nie chodzi o to, by w ogóle nie było zastoju, bo przerwy są częścią rytmu. Chodzi o to, by obserwować czy odpoczynek nie zamienił się w unikanie, czy oczekiwanie na coś nie stało się wygodną wymówką lub czy za potrzebę spokoju nie przebrał się lęk.

    Płyń z życiem! I sprawdzaj co kryje się pod Twoją walką 😉

  • Odpoczynek zmienia jakość Twojej obecności. I jakość całego Twojego życia

    Odpoczynek zmienia jakość Twojej obecności. I jakość całego Twojego życia

    Odpoczynek to zatrzymanie (się). Kiedy zwalniasz – zaczynasz słyszeć własne myśli. Kiedy oddychasz głębiej – wracasz do swojego wnętrza. Kiedy odpuszczasz kontrolę – robisz przestrzeń dla łagodności i zaufania.

    I choć coś się zatrzymuje to nie jest to przerwa od życia, tylko zmiana jakości Twojej obecności.

    Opoczynek nie musi być ciszą i bezruchem. Może też być:

    • spacerem bez celu;
    • powiedzeniem „nie” bez poczucia winy;
    • modlitwą lub medytacją serca;
    • byciem niedoskonałą bez samokrytyki;
    • pozwoleniem sobie na radość bez uzasadnienia.

    I choć pozornie to nie jest zatrzymanie (się) to wtedy też robimy od czegoś przerwę i zmieniamy jakość naszej obecności.

    Gdy odpoczywamy, nie robimy przerwy od życia, tylko wracamy do swojego źródła. A potem żyjemy pełniej, spokojniej i bardziej prawdziwie.

    Ale… zatrzymać się trzeba umieć. Najtrudniejszy jest pierwszy krok czyli nasza wewnętrzna zgoda na odpoczynek, oparta na głębokim zrozumieniu, że jesteśmy wartościowe nawet wtedy, gdy odpoczywamy. Później jest już nieco łatwiej, bo zauważamy, że dzięki odpoczywaniu funkcjonujemy w lepszej jakości i dajemu światu lepszą jakość nas.

    Nie jest nam łatwo taką zgodę sobie dać, bo jesteśmy nauczone, że:

    • odpoczynek to nagroda za trud;
    • na odpoczynek trzeba sobie zasłużyć;
    • najpierw obowiązki, potem odpoczynek;
    • odpoczywając nie jesteśmy wystarczająco produktywne;
    • odpoczynek to marnowanie czasu;
    • skoro potrzebujemy odpoczynku to znaczy, że nie dajemy sobie rady i nie jesteśmy wystarczająco silne.

    A to wszystko kłamstwa.

    Często żyjemy w trybie dawania: uwagi, troski, energii czy obecności. Nasze dni bywają pełne ról, oczekiwań i zadań. Dlatego zaczęłyśmy traktować odpoczynek jak luksus, na który możemy sobie pozwolić „dopiero, gdy…”.

    Zmieńmy myślenie o odpoczynku. Żyjmy tak, jakby odpoczynek nie był luksusem tylko higieną dla cielesnej, umysłowej i duchowej równowagi.

    Kiedy jesteśmy zmęczone, działamy z poziomu napięcia – reagujemy szybciej, płycej, bardziej automatycznie. Nasza uwaga się kurczy i skupia się na zadaniach, problemach, presji. Jesteśmy wtedy fizycznie obecne, ale wewnętrznie rozproszone.

    Odpoczynek to regeneracja sił. Gdy odpoczywamy zmieniamy sposób, w jaki jesteśmy – ze sobą, z innymi i z tym, co przeżywamy. Wtedy nasza wewnętrzna przestrzeń ze sobą jest obecna.

    Odpoczynek przesuwa nas z trybu „przetrwania” do trybu „uczestnictwa”. Gdy odpoczywamy nie walczymy z dniem, tylko w nim jesteśmy.

    Odpoczynek przywraca nam kontakt z naszym wnętrzem, a gdy mamy takie połączenie to życie zamiast być ciężarem, jest doświadczeniem.

    Odpoczywaj i doświadczaj!

  • Nie graj w tę grę, tylko twórz nową. Nie zmienisz patriarchalnego świata grając według jego zasad

    Nie graj w tę grę, tylko twórz nową. Nie zmienisz patriarchalnego świata grając według jego zasad

    Obecny świat potrzebuje więcej energii żeńskiej – odnowienia jej mocy, docenienia jej i wykorzystania jej jakości. Potrzebujemy więcej patrzenia do wewnątrz, lepszego kontaktu ze swoim ciałem i umiejętności odpoczywania.

    Ale patriarchalnego świata nie zmienimy używając jego narzędzi. Bo my nie potrzebujemy walki o to, co jest lepsze – żeńskie czy męskie. Nie trzeba nam dominacji jednej energii i spychania drugiej na boczny tor. Potrzebujemy równowagi pomiędzy męskim i żeńskim, wzajemnego uzupełniania się i współpracy.

    Do tego potrzebujemy zarówno więcej kobiet w żeńskiej energii, jak i więcej mężczyzn w swojej męskiej energii, ale świadomych, traktujących energię żeńską jak wartość, a nie jak zagrożenie.

    Żeby osiągnąć równowagę i współpracę nie możemy używać narzędzi walki, dominacji i kontroli. Musimy zrobić coś zupełnie innego – ukazywać wartości żeńskie, używając naszych, żeńskich narzędzi.

    Jak to zrobić? Po prostu zamiast brać udział w walce odmówić wchodzenia na ring i wybierać zupełnie inną jakość obecności. Trochę tak na przekór 🙂

    Zaproponuję Ci 7 konkretnych rozwiązań, które możesz wprowadzić już dzisiaj.

    Ponieważ patriarchalny świat prowokuje Cię do tłumaczenia się, uzasadniania każdej decyzji, udowadniania kompetencji, bycia „wystarczająco dobrą”, więc…

    1. Przestań udowadniać – zacznij ucieleśniać. Mów mniej, ale z miejsca prawdy. Pozwól, żeby spokój był Twoim autorytetem. Nie reaguj na prowokacje, bo system żyje z reakcji. Energia żeńska nie udowadnia. Ona JEST.

    System chce walczyć (bo to zna i umie to obsłużyć) więc…

    2. Reguluj się zamiast walczyć. Zanim zareagujesz: sprawdź oddech, sprawdź napięcie w ciele, sprawdź czy reakcja wypływa z lęku czy z mocy. Taka regulacja zmienia pole energetyczne sytuacji.

    Język systemu to agresja, presja i kontrola, a język żeńskiej mocy to znajomość siebie i granice, więc…

    3. Używaj granic, nie agresji. Zamiast tłumaczyć się, przekonywać, bronić się, mów: „Nie”, „To mi nie służy”, „Wybieram inaczej”. Mów bez walki. To rozbraja bardziej niż konfrontacja.

    Ponieważ patriarchalny świat ciągle Ci mówi: „Działaj równo”, „Bądź zawsze dostępna”, „Nie zwalniaj”, więc…

    4. Ufaj swojej cykliczności. Zmieniaj tempo, szanuj swoje fazy, odpoczynek traktuj jak strategię, planuj życie i pracę pod swoje rytmy, nie przepraszaj za pauzy, nie próbuj być „taka sama” codziennie. Kobieta, która żyje w swoim rytmie, przestaje być trybikiem.

    Patriarchalny świat przekonuje i wymaga podporządkowania, a energia żeńska przyciąga, więc…

    5. Nie trać energii na nawracanie. Nie Twoją rolą jest edukować każdego, przekonywać system, udowadniać, że masz rację. Stosuj ciche przywództwo, czyli żyj swoim przykładem, pozwól, by Twoja obecność była odpowiedzią i nie ciągnij za sobą tych, którzy nie chcą iść.

    Patriarchalny świat buduje struktury, a energia żeńska tworzy pola bezpieczeństwa, prawdy i obecności, więc…

    6. Twórz pola, nie struktury. W relacjach bądź miejscem, przy którym inni się regulują, w pracy: wnoś jakość, nie tylko wynik, w rozmowach: słuchaj głębiej. To zmienia ludzi od środka. A ludzie zmieniają system.

    Patriarchalny świat prowokuje, byśmy walczyły. Ale my wiemy, że walka wzmacnia to, z czym walczymy, więc…

    7. Pamiętaj o tym, że podobne przyciąga podobne. Każda walka dokłada energii staremu paradygmatowi, ustawia Cię w polu systemu, zmusza Cię do używania narzędzi systemu. Energia żeńska wychodzi z gry i tworzy nową.

    Nie walcz ze światem, który zapomniał, jak czuć. Żyj tak, by przypominać, że istnieje inny sposób.

    Energia żeńska nie niszczy systemów. Ona przywraca ludziom połączenie ze sobą. A gdy człowiek jest połączony z ciałem, intuicją i rytmem, to nie potrzebuje już kontroli z zewnątrz.

    Energia żeńska zatem nie obala systemów, tylko sprawia, że przestają być potrzebne.

    Walcząc z czymś utrzymujesz uwagę na starym porządku i tak naprawdę zasilasz to, z czym walczysz. A przecież energia żeńska nie chce wygrać gry, ona chce przestać w nią grać.

    Nie daj się już wciągać w tę wojnę! Twórz nowy świat żeńskimi jakościami. W moim sklepie znajdziesz narzędzia rozwojowe, które Ci w tym pomogą.

  • Dlaczego nie czujesz swojej mocy? Może za długo żyłaś według patriarchalnej matrycy

    Dlaczego nie czujesz swojej mocy? Może za długo żyłaś według patriarchalnej matrycy

    „Patriarchalny świat” to coś więcej niż tajemnicza grupa złoczyńców. To konkretny sposób organizowania rzeczywistości, który wciąż w nas działa (często nieświadomie). To system wartości, norm i struktur, który przez wieki był budowany głównie przez:

    • męskie doświadczenie;
    • logikę dominacji i kontroli;
    • oderwanie od ciała i natury;
    • liniowe myślenie o czasie, pracy i rozwoju.

    Patriarchat to taka matryca, na której oparty jest świat.

    W patriarchalnym świecie promuje się i nagradza:

    • stały wzrost (zawsze więcej, szybciej, dalej);
    • liniowy czas (każdy dzień taki sam, bez rytmu);
    • rozum ponad ciało;
    • wynik ponad proces;
    • kontrolę ponad relację;
    • produktywność ponad regenerację.

    To świat, który mówi nam, żebyśmy działały zawsze tak samo (tak samo dobrze, tak samo skutecznie), niezależnie od tego, co dzieje się w naszym ciele.

    Patriarchalny system tworzą rządy i korporacje. I organizują nam różne dziedziny życia według opracowanej przez siebie matrycy.

    I w ten sposób mamy system edukacji, który polega na siedzeniu kilka godzin w miejscu, wykonywaniu poleceń i wbijaniu do głowy formułek. System, który nie wspiera indywidualności, tylko kształtuje ludzi podobnych do siebie.

    I tak mamy kulturę pracy, która polega na pracy codziennie, po 8 godzin, 5 dni w tygodniu, cały rok. Kulturę pracy, która robi z nas niewolników, odłączonych od siebie, zmęczonych i wypalonych.

    I tak mamy jeszcze tę narrację sukcesu, która narzuca nam presję ogarniania wszystkiego i bycia silną – codziennie, w takim samym stopniu.

    A do tego jeszcze te religijne normy kontroli ciała.

    I jeszcze medycyna, oparta na odłączeniu od ciała, traktująca choroby jako przypadkowy traf lub winę genów i polegająca na przepisywaniu leków na objawy, zamiast leczyć przyczyny chorób.

    Nie masz czasu dla siebie? No jak to, przecież to jest tylko kwestia dobrej organizacji?! Coś Cię boli? Weź lek przeciwbólowy i pracuj dalej, bo to się wszystko samo nie zrobi. Jesteś zmęczona? No nie, moja droga, odpoczynek to na końcu, jak już wszystko odhaczysz z listy.

    Takie życie bardzo źle wpływa na naszą psychikę. Często objawia się to np. jako wewnętrzny krytyk, poczucie winy, gdy odpoczywamy, lęk przed byciem „za bardzo” lub „za mało” i wewnętrzna presja bycia ciągle spójną, przewidywalną, żeby nikogo „nie zawieść”.

    A kobieca moc jest kompletnie gdzie indziej… Ona jest cykliczna, a nie przewidywalna. Zmienia tempo. Wypływa z ciała i emocji. Opiera się na relacji, nie hierarchii. Kwestionuje „zawsze tak samo”. Ta kobieca moc zagraża systemowi, który potrzebuje stałej wydajności, nie toleruje pauzy i boi się tego, czego nie da się zmierzyć.

    Tylko, że cyklicznej istoty nie da się wcisnąć w excel.

    To co z nami zrobić? Skoro jesteśmy nieprzewidywalne to lepiej osłabić naszą moc. Systemowo, konsekwentnie, długofalowo.

    Najpierw wmówiono nam, że musimy być atrakcyjne, żeby mieć dobre życie. Oparto naszą wartość na wieku i wyglądzie – bo ładna znajdzie sobie mężczyznę, a stara już nie jest potrzebna.

    Potem „udomowiono” nas, trzymano w domu, nauczono nosić gorsety i kazano rodzić dzieci w pozycji leżącej.

    Nagradzano poświęcenie, zamiast suwerenności. Odłączono nas od ciała, wmawiając nam, że szaleją w nas hormony, jesteśmy zbyt emocjonalne i trzeba ten chaos opanować. Wyśmiewano intuicję i nauczono nas wstydzić się żeńskich zdolności.

    Kobieta, która nie zna swojej mocy, jest łatwiejsza do przeciążenia, wykorzystania, podporządkowania i manipulacji. Wieki osłabiania naszej kobiecej mocy i żeńskiej energii zrobiły sporo złego.

    I co ważne: już nie tylko kobiety cierpią w tym patriarchalnym systemie. To poszło za daleko i cierpią również mężczyźni, bo nie mogą czuć, nie mogą zwalniać i muszą być silni kosztem siebie.

    Także to nie jest walka kobiety vs mężczyźni. Obecnie stoimy przed wyzwaniem wypracowania równowagi pomiędzy oderwaniem a połączeniem, pomiędzy energią męską a żeńską.

    I dlatego teraz tym bardziej jest ważne, żebyś Ty na nowo uwierzyła w swoją moc, na nowo ją w sobie odkryła i dawała światu żeńskie jakości.

    Wyjdź z patriarchalnej matrycy. Odkryj na nowo swoją moc. I zaoferuj ją światu.

    Miłego i lekkiego odkrywania siebie! W moim sklepie znajdziesz narzędzia rozwojowe, które pomogą Ci odbudować swoje żeńskie jakości.

  • Połącz w sobie  4 stany, a wrócisz do swojej pełni

    Połącz w sobie 4 stany, a wrócisz do swojej pełni

    Raz jesteś świetnie zorganizowana, konsekwentnie idziesz do celu, a raz zalewają Cię emocje, chcesz tylko zniknąć i pobyć w ciszy. To nie jest absurdalny chaos, tylko różne stany żeńskiej energii. Każdy z nich potrzebuje zaopiekowania – nie kontroli. I każdy z nich jest Twoją wielką mocą.

    Te 4 żeńskie stany są jak 4 żywioły w astrologii – woda, ogień, ziemia i powietrze. To nasze cztery wewnętrzne tryby, między którymi możemy się świadomie poruszać.

    Bo Ty nie jesteś:

    • tylko silna (ogień);
    • tylko wrażliwa (woda);
    • tylko rozsądna (powietrze);
    • tylko wytrzymała (ziemia).

    Jesteś żywa i zmienna.

    Żaden stan nie ma Tobą rządzić samotnie. Potrafisz uruchamiać w sobie wszystkie 4 stany świadomie, zależnie od sytuacji.

    Pełnia żeńskiej energii to nie wybór jednego żywiołu i jego dominacja, lecz świadome korzystanie z nich wszystkich.

    Stan Kochanka

    „Jestem. Mogę. Pragnę”

    To jest nasza iskra. To energia, kiedy:

    • czujemy pasję, pewność siebie i sprawczość;
    • działamy odważnie, czasem impulsywnie;
    • kochamy siebi
    • e;
    • kochamy życie i smakujemy życie;
    • mamy wewnętrzną pasję;
    • wyrażamy się;
    • chcemy być widziane i słyszane;
    • dbamy o siebie – wizualnie i zdrowotnie;
    • mamy w sobie ciepło i czułość;
    • jesteśmy kreatywne i twórcze;
    • jesteśmy magnetyczne.

    Ten stan uaktywnia się zawsze, gdy stajemy za sobą i swoim pragnieniem.

    Stan Pani Domu

    „Jestem bezpieczna. Mam czas”.

    To jest nasza baza. To energia, w której:

    • jesteśmy osadzone w ciele;
    • jesteśmy stabline, spokojne, obecne;
    • jesteśmy zorganizowane;
    • budujemy;
    • pielęgnujemy, opiekujemy się;
    • zarządzamy;
    • dbamy o nasze otoczenie;
    • ufamy procesowi i rytmowi natury;
    • jesteśmy konsekwentne i dokańczamy sprawy;
    • pomnażamy to, co stworzyłyśmy w Kochance.

    To stan, w którym zasilamy siebie i innych.

    Stan Dziewczynka

    „Czuję. Płynę. Wiem”.

    To jest nasza głębia. To energia, w której:

    • czujemy lekkość, radość życia i entuzjazm;
    • jesteśmy delikatne i wrażliwe;
    • czujemy intensywnie;
    • wyczuwamy subtelności;
    • zanurzamy się w snach i symbolach;
    • mamy połączenie z intuicją i ufamy jej;
    • marzymy;
    • czujemy miłość do innych;
    • umiemy prosić o pomoc;
    • przyjmujemy;
    • oddajemy kontrolę;
    • odpuszczamy.

    To stan, w którym łączymy się z duszą.

    Stan Królowa

    „Widzę. Rozumiem”.

    To jest nasza wizja. To energia, w której:

    • obserwujemy;
    • myślimy, analizujemy;
    • snujemy idee;
    • planujemy;
    • komunikujemy się;
    • flirtujemy słowem;
    • jesteśmy elastyczne;
    • mamy poczucie własnej wartości;
    • szanujemy siebie i innych;
    • uczymy się, zdobywamy nowe umiejętności;
    • potrzebujemy przestrzeni;
    • dbamy o kulturę osobistą;
    • jesteśmy spełnione.

    To stan, w którym nadajemy sens i znaczenie.

    Żywioł ziemi to ugruntowanie. Żywioł ognia to działanie. Żywioł wody to czucie. Żywioł powietrza to rozumienie. To 4 wielkie moce, które potrzebujemy w sobie równoważyć, aby osiągnąć wewnętrzną harmonię.

    Zdrowy ogień to odwaga bez agresji, działanie bez presji, pasja bez spalania się. Bez niego ziemia staje się ciężarem, woda – stagnacją, powietrze – teorią bez działania.

    Zdrowa ziemia trzyma Cię w jednym kawałku. Bez niej emocje Cię zalewają, entuzjazm się wypala, a sens ulatuje.

    Zdrowa woda jest wtedy, gdy czujesz, ale nie toniesz w tym, jesteś przytłoczona, ale wracasz do siebie, jesteś delikatna, ale nie bezbronna. Bez wody nie poruszysz ziemi/ziemią.

    Zdrowe powietrze jest wtedy, gdy umiesz nazwać swoje stany, nie utożsamiasz się z każdym impulsem i widzisz wybór. Bez powietrza nie umiesz nadać sensu temu, co czujesz i robisz.

    Pełnia żeńskiej energii nie jest wtedy, kiedy wybieramy jeden żywioł i on dominuje, lecz wtedy, gdy przełączamy się między nimi wszystkimi.

    Świadome korzystanie z mocy 4 żywiołów to wewnętrzny kompas. Kiedy pracujesz ze wszystkimi żywiołami przestajesz żyć „jednym trybem”. To tak, jak byś miała wewnętrzny panel sterowania: wiesz, czego potrzebujesz i umiesz po to sięgnąć.

    Zamów plakat „Twoje 4 Stany”, aby nauczyć się świadomie korzystać ze swoich 4 żywiołów i osiągnąć wewnętrzną równowagę.

  • Kobieta w pełni swojej mocy jest nie do zatrzymania. Dlatego patriarchat tak bardzo się jej boi

    Kobieta w pełni swojej mocy jest nie do zatrzymania. Dlatego patriarchat tak bardzo się jej boi

    Kobieta w swojej mocy:

    • ufa swojej intuicji;
    • zna swoje rytmy i granice;
    • nie potrzebuje zewnętrznego pozwolenia;
    • nie jest łatwo ją zawstydzić lub odłączyć od ciała;
    • czuje, kiedy coś jest „nie dla niej” – i umie odpuścić.

    Ona nie reaguje automatycznie. Ona jest połączona ze sobą. Ona najpierw czuje, potem wybiera i działa.

    Nie da się jej kontrolować:

    • strachem („co ludzie powiedzą”);
    • poczuciem winy („powinnaś”);
    • presją czasu („musisz teraz”);
    • odcięciem od ciała („to tylko emocje”).

    Kobieta w swojej mocy nie goni, więc nie da się jej poganiać, nie jest głodna akceptacji, więc nie da się jej kupić, zna swoją wartość, więc nie da się jej wmówić, że jest „za bardzo” albo „za mało”.

    Skoro nie da się jej kontrolować to jest nieprzewidywalna. A przecież systemy kontroli nie znoszą nieprzewidywalności.

    W patriarchalnym świecie kobieca moc to zagrożenie, bo:

    • jest cykliczna, a nie liniowa;
    • wypływa też z ciała, a nie tylko z umysłu;
    • opiera się na intuicji, nie na hierarchii;
    • nie potrzebuje zewnętrznego autorytetu.

    A to zagraża systemom opartym na kontroli, stałej produktywności, dominacji i oderwaniu od natury.

    Najłatwiej steruje się ludźmi, którzy nie ufają sobie, są odłączeni od ciała, boją się zatrzymać lub potrzebują zewnętrznej aprobaty.

    Dlatego przez wieki próbowano osłabiać kobiecą moc. Zawstydzano ciało i seksualność. Oddalano kobiety od własnego ciała. Demonizowano emocje i intuicję („histeria”, „czary”). Karano kobiecą niezależność. Gloryfikowano poświęcenie zamiast suwerenności. Uczono kobiety, że ich zmienność to wada.

    Patriarchalny świat nie boi się kobiet dlatego, że są słabe, ale dlatego, że są zbyt połączone ze źródłem – naturą, ciałem, cyklem, intuicją. Patriarchalny świat nie boi się kobiet dlatego, że są słabe, ale dlatego, że są zbyt połączone ze źródłem – naturą, ciałem, cyklem, intuicją.

    Kobieta, która ufa swoim cyklom, słucha swojego wewnętrznego „nie” i nie oddaje decyzji na zewnątrz jest nie do włożenia w sztywne ramy. Taka kobieta jest nie do zatrzymania.

    Odbierano nam moc ze strachu. Przestałyśmy ufać swojemu czuciu i oddałyśmy ster. Więc bałyśmy się własnej mocy, bałyśmy się sobie zaufać i siebie słuchać.

    Ale to, co jest naszą najgłębszą kobiecą raną zbiorową, jest jednocześnie inspiracją do naszego przebudzenia. To nie jest „trend rozwojowy”, który za chwilę przeminie. I to nie jest żadna rewolucja na zewnątrz, więc żaden system tego nie zatrzyma. To jest nasz powrót – do naszego ciała, do słuchania naszego cyklu i ufania naszym emocjom.

    My sobie wreszcie przypominamy, kim jesteśmy.

    Wracaj do swojej mocy lekko, z przyjemnością i ekscytacją. W moim sklepie znajdziesz narzędzia rozwojowe, które Ci w tym pomogą :*

  • To nie siła jest kobietą. To moc jest kobietą

    To nie siła jest kobietą. To moc jest kobietą

    I nie chodzi mi o prawa kobiet, bo żeby wywalczyć dla nas równe prawa w patriarchalnym świecie niekiedy musimy używać siły. Gdybyśmy przez setki lat tak zaciekle nie walczyły o nasze prawa to teraz byśmy ich nie miały. I jestem nam za tę walkę wdzięczna.

    Chodzi mi o nasz styl życia, naszą codzienność i sposób, w jaki wyrażamy się na co dzień – a do tego nie potrzebujemy ciągłej walki. Chodzi mi o fundamentalną różnicę w jakości energii, z której czerpiemy i wartości jakie mamy do zaoferowania światu.

    O kreację, delikatność, cykliczność, głębokie czucie, bycie i doświadczanie. O naszą prawdziwą żeńską moc, która przez wieki była w nas tłamszona, traktowana jak zagrożenie, i którą musiałyśmy w sobie tłumić, żeby p r z e t r w a ć.

    Tak często musiałyśmy używać siły, że zapomniałyśmy o naszej mocy… I zamiast korzystać z naszej naturalnej mocy ciągle próbujemy coś sobie wywalczyć siłą.

    Siła to nacisk. To napinanie mięśni, przekraczanie granic, działanie mimo wyczerpania. Siła wymaga walki – z czasem, ciałem, emocjami. Jest głośna, widoczna, często reaktywna. Dobrze sprawdza się w świecie rywalizacji, ale jej nadmiar wrzuca nas w tryb przetrwania. Moc nie pcha, tylko przyciąga. Nie wymusza, tylko kreuje rzeczywistość wokół siebie. Nie płynie z napięcia, lecz z połączenia.

    Siła działa przeciw oporowi. Moc rozpuszcza opór.

    Siła jest krótkodystansowa. „Wyciskamy” ją z naszej woli. Moc jest odnawialna. Płynie z cyklu i odpoczynku.

    Siła chce kontrolować życie. Moc jest w relacji z życiem.

    Kobieca moc rodzi się w:

    • kontakcie z ciałem,
    • zdolności odczuwania,
    • cykliczności, nie stałości,
    • intuicji, która widzi zanim pojawi się dowód.

    Dlatego kobieta, która próbuje funkcjonować wyłącznie na sile, często czuje wypalenie, rozdrażnienie lub odcięcie od siebie. To nie dlatego, że „jest za słaba”, tylko dlatego, że nie używa swojej jakości energetycznej.

    Gdy kobieta wraca do swojej mocy:

    • pozwala sobie zmieniać tempo,
    • ufa momentom wycofania,
    • korzysta z emocji jak z kompasu,
    • przyciąga, zamiast walczyć,
    • ufa swojej intuicji.

    Siła powstaje z konieczności przetrwania. Z momentów, w których musiałaś być twarda. To ta część, która mówi: „muszę dać radę”, „nie mogę się rozsypać”, „jeśli nie ja, to kto?”. Ale siła napina ciało, zamyka serce i zaciska wszystko w garści.

    Moc jest miękka, głęboka i żywa. Wypływa z połączenia z ciałem, intuicją i rytmem życia. Nie potrzebuje kontroli, bo opiera się na zaufaniu. Moc to zdolność bycia sobą bez zbroi. To wewnętrzne tak dla życia – także wtedy, gdy nie jest idealnie.

    Gdy próbujesz kontrolować – emocje, ludzi, tempo życia – to działasz z siły, a nie z mocy. Moc zaczyna się tam, gdzie przestajesz walczyć z życiem, zaczynasz ufać i słuchać siebie.

    Czasem musisz cisnąć, naciskać i przeć do przodu – owszem. Bez tego nie osiągniesz wielu rzeczy w życiu. Pierwiastki męskie są Ci potrzebne. Bez nich żeńskie nie przetrwają – bo Twoje męskie ochraniają Twoje żeńskie.

    Ale! Nie idź przez życie ciągle w tej zbroi. Zrzucaj swoją zbroję. I zamiast naciskać:

    • zatrzymuj się i sprawdzaj, co czujesz,
    • pozwalaj sobie prosić o wsparcie,
    • wykonuj choćby jedno działanie dziennie, które jest całkowicie w zgodzie z Tobą,
    • a nie z oczekiwaniami innych/świata.

    I zamiast ciągle pytać siebie, jak być silniejszą… coraz częściej pytaj siebie jak być bardziej obecną, połączoną i łagodną dla siebie.

    Życzę Ci czułej relacji ze sobą i odkrywania swojej mocy dzień po dniu ^.^

    A jeśli potrzebujesz pomocnika to polecam plakat „Twoja Pełnia”, który pomoże Ci świadomie korzystać z żeńskiej mocy i męskiej siły.

  • Nie jesteś chaotyczna. Jesteś cykliczna

    Nie jesteś chaotyczna. Jesteś cykliczna

    Twoja energia nie szaleje – ona się po prostu przemieszcza. Jest działanie i jest bycie. Są momenty wzrostu i momenty wycofania. Jest ekspansja i jest cisza.

    Tak jak Księżyc Ty nie masz świecić jednakowo każdej nocy. Tak, jak każda faza Księżyca ma swoje zadanie – jedna zaprasza do planowania, inna do działania, jeszcze inna do odpuszczenia, a jeszcze inna do głębokiego wejścia w siebie – tak i Ty przechodzisz przez fazy: wizji i intencji, działania i ekspansji, pełni i wodczności, wycofania i głębokiego czucia.

    Twoje ciało zna rytm, którego nie da się wpisać w liniowy plan. Są dni, gdy chcesz tworzyć, mówić, wychodzić do świata. I są takie, gdy Twoja moc rodzi się w ciszy. To nie jest brak konsekwencji, tylko to jest Twój rytm.

    Gdy przestajesz oceniać swoje zmiany energii zaczynasz widzieć mądrość swojego rytmu.

    Bo kiedy żyjesz w zgodzie ze swoim cyklem, wracasz do swojego naturalnego porządku. Przestajesz wymagać od siebie stałości. Twoje ciało przestaje walczyć. A wtedy dzieje się ta magia, o której tak marzysz – pojawia się równowaga. Tak, tak. Twoja równowaga nie rodzi się z kontroli, lecz zgody na flow. Ty nie masz się/siebie kontrolować. Masz pozwolić swojej energii płynąć.

    Nie jesteś stała. Nie jesteś linearna. Jesteś zmienna, jak Twój cykl. Twoja zmienność nie jest słabością, a źródłem Twojej mocy.

    Twój cykl = Twój rytm. Gdy pozwalasz sobie być dokładnie tam, gdzie jesteś w swoim cyklu – to właśnie wtedy pojawia się równowaga. I to wtedy wraca Twoja moc. Więc zamiast walczyć ze swoim cyklem – ucz się od niego. Obserwuj, spisuj obserwacje i poznawaj swoje flow.

    Gdy zauważysz potencjał swojej cykliczności połyniesz ze swoim rytmem. A wtedy… Otworzy się przed Tobą ocean nowych możliwości.

    • odkryjesz w sobie potęgę 4 faz cyklu – folikularnej, owulacyjnej, lutealnej i menstruacyjnej
    • odkryjesz w sobie potęgę 4 żywiołów – wody, ognia, ziemi i powietrza
    • będziesz wiedzieć kiedy planować, kiedy działać, a kiedy tworzyć
    • będziesz wiedzieć kiedy odpuszczać i żegnać to, co już Ci nie służy
    • lepiej zrozumiesz siebie i swoje emocje
    • zwiększysz wiarę w swoje możliwości
    • staniesz się dla siebie bardziej wyrozumiała
    • łatwiej zrealizujesz swoje cele

    Zacznij współpracę z własnym cyklem. Jak? Spójrz na Księżyc! Księżyc jest dla nas – kobiet – jak lustro!

    • 4 główne fazy Księżyca – nasze 4 fazy cyklu
    • 4 żywioły Księżyca w znakach zodiaku (woda, ogień, ziemia, powietrze) – 4 żeńskie żywioły energetyczne (Dziewczynka, Kochanka, Pani Domu, Królowa)

    Gdy obserwujesz Księżyc to jest tak, jak byś miała jakiś magiczny klucz. I wszystko zaczyna Ci się układać w jedną całość – bo zaczynasz rozumieć swoją zmienność, a nawet dostrzegać w tym porządek.

    Nie odnajdę Twojego klucza, ale mogę pomóc Ci w poszukiwaniach 🙂 Sprawdź moje plakaty astrologiczne i wybierz swojego pomocnika w odkrywaniu swojego własnego rytmu.